Lotnisko w Radomiu to inwestycja, która od lat budzi ogromne kontrowersje, głównie ze względu na jej wysokie koszty i zaskakująco niską rentowność. W tym artykule przyjrzymy się faktom i liczbom, aby zrozumieć, ile dokładnie kosztowała ta publiczna inwestycja, co się na nią złożyło i dlaczego, mimo wydanych setek milionów złotych, wciąż pozostaje tematem gorących debat.
Koszt lotniska w Radomiu przekroczył 800 mln zł poznaj fakty o kontrowersyjnej inwestycji
- Całkowity koszt budowy i modernizacji lotniska Warszawa-Radom wyniósł około 800-850 milionów złotych.
- Inwestycja została w całości sfinansowana ze środków własnych Państwowego Przedsiębiorstwa „Porty Lotnicze” (PPL), czyli z funduszy państwowych.
- Na sumę złożyły się m.in. budowa nowego terminala pasażerskiego, wydłużenie pasa startowego oraz rozbudowa infrastruktury.
- Lotnisko, zaprojektowane do obsługi 3 milionów pasażerów rocznie, w 2024 roku obsłużyło zaledwie około 115 tysięcy.
- Projekt generuje roczne straty rzędu kilkudziesięciu milionów złotych i jest przedmiotem szerokiej krytyki.
- PPL planuje "urealnienie" strategii, szukając alternatywnych źródeł przychodów, takich jak cargo czy wzmocnienie funkcji wojskowej.
Przeczytaj również: Wielkie otwarcie Teatru Polskiego w Szczecinie: Kiedy i co zobaczysz?
Lotnisko w Radomiu: 800 milionów złotych i wciąż gorąca debata
Historia lotniska w Radomiu jest długa i burzliwa. Pierwotny cywilny port lotniczy, otwarty w 2014 roku, szybko zbankrutował z powodu braku zainteresowania ze strony linii lotniczych i pasażerów. W 2018 roku upadający port został przejęty przez Państwowe Przedsiębiorstwo „Porty Lotnicze” (PPL) za symboliczną kwotę 12,7 mln złotych. Moim zdaniem, celem PPL było stworzenie portu komplementarnego dla Lotniska Chopina w Warszawie, który miał odciążyć stołeczne lotnisko, obsługując głównie ruch czarterowy i tanie linie. Wizja była ambitna, ale jak pokazała rzeczywistość, jej realizacja okazała się znacznie trudniejsza.
Od samego początku inwestycja ta budziła silne emocje. Wielu krytyków określało projekt jako „polityczny” i „przeskalowany”, wskazując na brak rzetelnego uzasadnienia biznesowego. Rynek lotniczy w Polsce jest konkurencyjny, a bliskość Lotniska Chopina i Modlina stawiała Radom w trudnej pozycji. Rozbieżności między pierwotnymi założeniami a realiami rynkowymi stały się szybko widoczne, prowadząc do pytań o sensowność tak dużych wydatków publicznych w regionie, który już dysponował dostępem do innych, dobrze funkcjonujących portów lotniczych.

Lotnisko Radom: ile dokładnie kosztowała inwestycja i co się na nią złożyło?
Oficjalne dane wskazują, że łączna kwota inwestycji w lotnisko Warszawa-Radom im. Bohaterów Radomskiego Czerwca 1976 roku wyniosła około 800 milionów złotych. Po uwzględnieniu dodatkowych prac modernizacyjnych i wyposażenia, szacuje się, że ta suma zbliża się nawet do 850 milionów złotych. Głównym inwestorem było Państwowe Przedsiębiorstwo „Porty Lotnicze” (PPL), które, jak wspomniałem, odkupiło upadający port za 12,7 mln złotych w 2018 roku, rozpoczynając tym samym zakrojony na szeroką skalę projekt modernizacji.
Na tę imponującą sumę złożyło się wiele elementów, które miały przekształcić dawne lotnisko wojskowe w nowoczesny port pasażerski. Wśród głównych składowych kosztów mogę wymienić:
- Budowa i rozbudowa infrastruktury lotniskowej, w tym dróg kołowania, płyt postojowych oraz kluczowe wydłużenie pasa startowego, co było niezbędne do obsługi większych samolotów.
- Wzniesienie zupełnie nowego, przestronnego terminala pasażerskiego, który miał być wizytówką lotniska i sprostać obsłudze milionów pasażerów.
- Zakup nowoczesnego wyposażenia, zarówno do obsługi naziemnej, jak i systemów nawigacyjnych, bezpieczeństwa oraz wyposażenia samego terminala (np. systemy odprawy, bagażowe).
- Koszty robocizny i zarządzania projektem, które w przypadku tak dużej inwestycji zawsze stanowią znaczący procent całkowitych wydatków.
Ważnym aspektem, który często pojawia się w dyskusjach, jest źródło finansowania tej inwestycji. Cały projekt był finansowany ze środków własnych PPL. Oznacza to, że pieniądze pochodziły z zysków generowanych przez inne lotniska zarządzane przez PPL, w tym przede wszystkim przez Lotnisko Chopina w Warszawie. De facto, były to więc fundusze państwowe, zarządzane przez państwowe przedsiębiorstwo, co dodatkowo podsycało debatę na temat zasadności i efektywności wydatkowania publicznych pieniędzy.

Miliony wydane, garstka pasażerów: realia lotniska w Radomiu
Pomimo ogromnych nakładów finansowych i ambitnych założeń, rzeczywistość lotniska w Radomiu jest daleka od oczekiwań. Terminal został zaprojektowany do obsługi 3 milionów pasażerów rocznie, co w teorii miało zapewnić komfortową obsługę rosnącego ruchu lotniczego. Niestety, statystyki pokazują zupełnie inny obraz. W 2023 roku, od kwietnia (otwarcia) do grudnia, lotnisko obsłużyło zaledwie około 103,5 tysiąca pasażerów. W całym 2024 roku liczba ta wyniosła około 115 tysięcy, co jest znacząco poniżej nawet skromnych prognoz na poziomie 200 tysięcy pasażerów. To sprawia, że lotnisko, które miało tętnić życiem, często świeci pustkami.
Niska liczba pasażerów bezpośrednio przekłada się na kwestię rentowności. Lotnisko w Radomiu od początku generuje znaczące straty, które liczone są w dziesiątkach milionów złotych rocznie. Przykładowo, planowana strata na 2026 rok wynosi aż 57 milionów złotych. W obliczu tych danych, nie dziwi, że port jest często nazywany „pustym gigantem”. Utrzymanie tak dużej infrastruktury bez odpowiedniego obłożenia jest niezwykle kosztowne i stanowi poważne wyzwanie dla zarządzających.
Przyszłość lotniska w Radomiu: nowe plany i scenariusze
W obliczu trudnej sytuacji finansowej i operacyjnej, nowe władze PPL zapowiedziały „urealnienie” strategii dla lotniska w Radomiu. Moim zdaniem, jest to krok w dobrym kierunku, mający na celu dostosowanie funkcjonowania portu do rzeczywistych potrzeb i możliwości rynkowych. Strategia ta zakłada m.in. ograniczenie strefy komercyjnej w terminalu oraz zmniejszenie liczby bramek (gate’ów), co ma zredukować koszty utrzymania i lepiej dopasować infrastrukturę do obecnego, niskiego poziomu ruchu pasażerskiego.
Poza optymalizacją kosztów, PPL poszukuje także nowych dróg rozwoju, które mogłyby poprawić sytuację lotniska. Wśród potencjalnych kierunków ratunku dla nierentownego portu wymienia się:
- Poszukiwanie alternatywnych źródeł przychodów, takich jak rozwój funkcji cargo, czyli obsługa transportu towarowego, co mogłoby wykorzystać istniejącą infrastrukturę.
- Wzmocnienie funkcji wojskowej lotniska, co mogłoby przynieść stabilne przychody z tytułu obsługi i serwisowania samolotów wojskowych, a także szkoleń.
- Aktywne poszukiwanie nowych przewoźników i tras, być może koncentrując się na niszowych rynkach lub specyficznych połączeniach, które mogłyby znaleźć swoje uzasadnienie w Radomiu.
Debata ekspertów i opinii publicznej na temat szans lotniska w Radomiu na osiągnięcie rentowności jest wciąż gorąca. Wielu analityków pozostaje sceptycznych, wskazując, że projekt od początku był przepłacony i pozbawiony solidnego uzasadnienia biznesowego. Wyzwania są ogromne od niskiej liczby pasażerów, przez konkurencję z innymi portami, po konieczność generowania dziesiątek milionów złotych przychodów rocznie, aby wyjść na zero. Jestem zdania, że bez znaczącej zmiany dynamiki rynkowej lub strategicznego wsparcia, osiągnięcie rentowności będzie niezwykle trudne.
Radomskie lotnisko: sukces czy finansowa porażka?
Zestawiając wszystkie fakty, trudno jednoznacznie ocenić inwestycję w Radomiu. Z jednej strony, wydane 800-850 milionów złotych to ogromna kwota, która miała zapewnić rozwój regionu i odciążyć Lotnisko Chopina. Z drugiej strony, niska liczba pasażerów i ciągłe straty każą zastanowić się, czy nie jest to raczej symbol „politycznej gigantomanii”, gdzie ambicje polityczne przeważyły nad racjonalną analizą ekonomiczną. Moim zdaniem, obecny stan rzeczy wskazuje na poważne niedopasowanie inwestycji do realnych potrzeb rynku.
Projekt lotniska w Radomiu stanowi cenną lekcję dla przyszłych inwestycji infrastrukturalnych w Polsce. Uczy nas, jak ważne jest przeprowadzenie rzetelnej analizy biznesowej, która uwzględnia realia rynkowe, a nie tylko polityczne aspiracje. Unikanie decyzji politycznych bez pokrycia rynkowego oraz efektywne zarządzanie środkami publicznymi powinno być priorytetem. Jako ekspert, zawsze podkreślam, że każda inwestycja, zwłaszcza ta finansowana z pieniędzy podatników, musi mieć solidne podstawy ekonomiczne, aby nie stać się kolejnym przykładem zmarnowanych szans i funduszy.
